Masowa ucieczka z więzienia. Zbiegło ponad 1800 osadzonych. 21.09.2020, 19:24. Skazany na śmierć diler narkotykowy uciekł z więzienia. Wydostał się
Historia rodem z filmów sensacyjnych: dwóch morderców, skazanych na dożywocie i 25 lat więzienia, uciekło zza krat, robiąc podkop do kanałów i przechodząc nimi do miasta. To pierwsi od połowy XIX wieku skazani, którym udało się uciec z więzienia o zaostrzonym rygorze w Nowym Jorku. zobacz więcej
Wiemy, że chcemy uciec z więzienia, jednak nasza postać ma tylko imię. Nie ma historii dlaczego tutaj trafiła oraz jakiegoś wstępnego charakteru. Trudno zarysować cechy postaci w grze z sześcianami, jednak zawsze można mu dopisać jakiś dialog lub dodatkowy wątek przedstawiający jego przeszłość co dobrze
Vay Tiền Nhanh. Jak wyobrażamy sobie ucieczkę z więzienia? Najczęściej mamy przed oczami obraz więźnia, który drąży dziurę w ścianie łyżeczką. Jak jest naprawdę? W jaki sposób uciekali kryminaliści? Najciekawsze pomysły, które mieli więźniowie, znajdziecie poniżej. Kto z nas nie oglądał kiedyś filmu, w którym główny bohater postanawia uciec z więzienia. W filmie "Skazani na Shawshank", adaptacji powieści króla horroru, Stephena Kinga, główny bohater, Andy Dufrense postanawia uciec z więzienia, w którym niesłusznie został osadzony i skazany za popełnienie zbrodni, z którą nie miał nic wspólnego. W końcu udaje mu się uciec. Ten motyw bardzo często przewija się w kinematografii. Przedstawiamy Wam najlepsze i najbardziej spektakularne ucieczki z więzienia, które nie są fikcją, ale wydarzyły się ucieczki z więzienia Wyobrażacie sobie wydrążyć tunel łyżeczką? Zdarzały się i takie pomysły. Ogromne mury, kraty i uzbrojeni strażnicy nie powstrzymali śmiałków przed próbami wydostania się z więzienia. Jednym się udało, inni polegli. Poznajcie historie osób, które uciekły z więzienia. 1. Ucieczka z AlcatrazWięzienie, z którego według większości osadzonych, strażników, a nawet dyrektora, nie można było uciec. Z tezą zgodził się nawet sam Al Capone, który został przetransportowany do Alcatraz. Gangster nigdy nawet nie podjął się próby ucieczki. Jednak znalazło się kilku śmiałków, którzy spróbowali i nie wykluczone, że im się udało. Mowa o Franku Morrisie i braciach Anglinach. Pierwszy z nich zauważył w swojej celi, że za kratą wentylacyjną znajduje się pusta przestrzeń. Bracia Anglinowie i Allen West wyrazili chęć pomocy i sprawdzenia dokąd prowadzi przejście. Żeby się wydostać z więzienia musieli przebić się przez ściany, pokonać wysokie mury i przepłynąć cieśninę San Francisco, która według niektórych, była nie do pokonania. Mężczyźni drążyli w betonowych ścianach łyżeczkami i widelcami, które kradli ze stołówki. Okruchy gruzu wyrzucali do korytarza, który jak się okazało, prowadził do wychodzącego na dach, szybu wentylacyjnego. Morris, Anglinowe i West ukradli ponad 20 płaszczy przeciwdeszczowych, włosy od fryzjera, farby i klej. Z tych materiałów wykonali manekiny, które położyli na pryczach przed ucieczką. To one miały zmylić strażników. Fot. fot: Album / Prisma/EAST NEWS Anglinowie razem z Morrisem przedostali się korytarzem na dach Alcatraz, ale tam spostrzegli, że brakuje Westa. Okazało się, że ten zablokował się w przejściu, ale gdy dostał się do szybu wentylacyjnego nie spotkał tam swoich kolegów. West wrócił do celi, bo bez ich pomocy nie dostałby się na dach ani nie pokonałby muru. Trzej uciekinierzy nadmuchali tratwy i uciekli z Alcatraz. Następnego dnia West opowiedział o wszystkim agentom FBI. Śledztwo było prowadzone przez 17 lat, a jego podsumowanie sprowadzało się do stwierdzenia, że nie istnieją żadne dowody na to, że Anglinowie i Morris zdołali przeżyć. Jednak najbliżsi uciekinierów kilkakrotnie oświadczali, że po ucieczce widzieli się z nimi w San Diego. Fot. fot: Album / Prisma/EAST NEWS 2. Najbardziej strzeżony więzień AmerykiJohn Dillinger obrabował ponad 20 banków, wielokrotnie wdawał się w strzelaniny z szeryfami i uciekał z miejsc zbrodni. W końcu w 1934 roku został złapany i okrzyknięty "wrogiem publicznym numer 1". Później stał się najbardziej strzeżonym więźniem Ameryki. Kiedy przewożono Dillingera samolotem do więzienia w Lake Count, na lotnisku powitało go 32 uzbrojonych policjantów, a eskorta składała się z 13 aut. W końcu szeryf miasta powiedziała, że "z County Jail nie ma ucieczki". Jednak John Dillinger nie musiał długo czekać. Kryminalista wyciął z drewnianej szafki atrapę pistoletu i posmarował go czarną pastą do butów. John sterroryzował strażników i ukradł wóz pani szeryf. Dwa tygodnie po jego ucieczce FBI odnalazło zbiega i go zastrzeliło. Fot. fot: Gavin Wieszala / mediadrumworld./EAST NEWS 3. Mistrz ucieczekFrancuz, Pascal Payet, razem ze swoimi wspólnikami zrobił skok na opancerzony furgon Banku Francji. Policji udało się go złapać. W 1999 roku kryminaliści trafili do dobrze strzeżonego więzienia w Luynes. Podczas pobytu w zakładzie, Pascal nawiązał kontakt z Frédérikiem Impocco. Jesteście ciekawi, jak Payet uciekł z więzienia? 12 października 2001 roku o umówionej godzinie mężczyzna wdrapał się na dach jednego z więziennych budynków. Chwilę później pojawił się nad nim helikopter, który ukradł Impocco. Jesteście w szoku? Strażnicy też byli... Po dwóch latach francuz wrócił do zakładu. Obiecał swoim wspólnikom, że po nich wróci. Tak też się stało. Pascal znowu wykorzystał trik z helikopterem i uwolnił swoich znajomych. W końcu policja namierzyła zbiega. Przewieziono go do więzienia w Grasse, z którego Pascal znowu uciekł... helikopterem. 4. Diabelska wyspaWięzienie na Diabelskiej Wyspie było jeszcze gorsze od Alcatraz. Od lądu dzieliło je nie 2, a 14 kilometrów. Henri Charrière był francuzem z charakterystycznym tatuażem motyla na klatce piersiowej. Został oskarżony o morderstwo sutenera, jednak nie przyznawał się do winy. Sąd skazał go na dożywocie i 10 lat ciężkich prac. Kara miała się odbyć w więzieniu Saint-Laurent-du-Maroni. Kiedy w końcu tam dotarł, przyłączył się do grupy więźniów, która planowała ucieczkę. Udało im się, ale statek, którym "podróżowali" rozbił się u wybrzeży Kolumbii. Straż graniczna ich zatrzymała, ale nie pilnowała. Henri uciekł do lasu, w którym zaopiekowali się nim Indianie. Zbieg zakochał się nawet w jednej z kobiet. Jednak później wpadł w ręce policji i został odesłany do Gujany. Zesłano go na Diabelską Wyspę. Kryminalista spostrzegł, że co siódma fala była znacznie większa niż pozostałe. Więc kiedy się cofa, może zabrać tratwę do brzegu. Tym, co zaobserwował, mężczyzna podzielił się ze współwięźniem i obaj rozpoczęli przygotowania do ucieczki. Zbudowali tratwę z kokosów i w 1941 roku uciekli z Diabelskiej Wyspy. 5. Giacommo CasanovaGiacomo Casanova był weneckim pisarzem i podróżnikiem. Większość pewnie kojarzy go ze słabości do kobiet, ale niewiele osób wie, że był także bohaterem jednej z ciekawszych ucieczek z więzienia. W 1753 roku został osadzony w "Ołowianym więzieniu". Nazwa nawiązywała do konstrukcji dachu, który był z ołowiu. To miało uniemożliwić ucieczkę więźniom, ale powodowało też wiele zgonów. Latem, kiedy temperatura była wysoka, dach nagrzewał się, a w celach było gorąco jak w saunie. Osadzony przemycił metalowe ostrze, którym przebił strop i tym sposobem przedostał się do innego pomieszczenia. W jednej z komnat odnalazł stroje urzędników. Ubrał się i przywołał dozorce, który otworzył mu bramę. Mężczyzna wynajął samochód i z tych ucieczek wydaje Wam się najbardziej spektakularna? Zobacz także: >>Masowi mordercy, zbrodnie które wstrząsnęły światem<<
Gra jest dostępna od kilku miesięcy. Gra zajmuje miejsce, ponieważ w sklepie i na innych stronach internetowych jest bardzo dobrze oceniana dla iTunes i Androida, a także dla iOS. Być może gra się gdzieś i utknęła. Oferujemy następujące rozwiązania : Brain test 2 Ucieczka z więzienia Poziom 13 – Andrzej musi poruszać się kanałami wentylacyjnymi.. Zdecydowałeś się korzystać z naszej strony internetowej, aby uniknąć utraty poziomu mowy. Ukończymy grę, a zobaczysz wynik intensywnej pracy, która zajmuje tylko kilka miesięcy. Ciesz się postępami w grze. Ta gra jest fajna. To sprawia, że myślisz, a on jest doskonałym zabójcą ! Odwiedź też : Brain test 2 Odpowiedzi DOTKNIJ EKRANU, ABY ZACZĄĆ SIĘ PRZESUWAĆ. UŻYJ SKRZYNEK, ABY KONTROLOWAĆ DROGĘ ANDRZEJA. UNIKAJ STRAŻNIKÓW. Oto następujące odpowiedzi, które musisz rozwiązać : Brain test 2 Ucieczka z więzienia Poziom 14. This website uses cookies to improve your experience. We'll assume you're ok with this, but you can opt-out if you wish. Cookie settingsACCEPT
Tak pisał Stefan Marian Rostworowski „Ignacy” o swojej ucieczce z Polski. Zbiegł w siódmą rocznicę napaści Niemiec na Polskę – 1 września 1946 roku. W toalecie ukrył go kapitan belgijskiego statku. Nielegalnie przekraczał granicę Polski na polecenia antykomunistycznego podziemia. Inni czmychali z PRL, aby poprawić swój los. Porywali samoloty albo statki. Ukrywali się w podwoziu pociągu albo w beczkach z karbidem. Kazimierz Wierzyński opisał ich w wierszu: „Uciekają Z wycieczek Orbisu Z połowu śledzi Z występów baletu Jak się da Surrealistycznie Przez dziurkę od klucza Z Kopenhagi Z Jugosławii Z Australii Po całym świecie Uciekają od Polski”. Polska zgwałcona Która z tych ucieczek była najsłynniejsza? Może już jedna z pierwszych, gdy zbiegł sam wicepremier Stanisław Mikołajczyk. Napisał we wspomnieniach „Polska zgwałcona” o nagłej decyzji w 1947 r.: „Wziąłem kapelusz i płaszcz, a następnie nałożyłem na to obszerną pelisę. Wsadziłem do kieszeni maszynkę do golenia, kilka żyletek, mały ręcznik, krem do golenia, szczotkę, grzebień, pieniądze i rewolwer”. Opis ucieczki przypomina powieść sensacyjną. Mikołajczyk gubi śledzących go ubeków i samodzielnie przedziera się przez całą Polskę. Ta relacja spowodowała jednak, że Mikołajczyka na emigracji przezwano Prezes Szczoteczka. Niesłusznie. Historia wędrówki ze szczoteczką w kieszeni była zmyślona. Mikołajczyka wywieziono statkiem przy pomocy amerykańskiej ambasady. Od dłuższego czasu spodziewał się aresztowania. W Warszawie mieszkał w rządowym domu przy alei Róż, tym samym co Stanisław Radkiewicz, minister bezpieczeństwa publicznego. Podobno pewnego dnia Radkiewicz pomylił piętra i wszedł do mieszkania Mikołajczyka – ten zbladł, sądząc, że właśnie zostanie zatrzymany. Na początku października do Mikołajczyka dotarły poufne informacje, że wkrótce ma zostać pozbawiony immunitetu poselskiego i uwięziony. Mikołajczyk powiadomił amerykańską ambasadę. Zaproponowano mu trzy warianty ucieczki. Jeden odrzucił od razu – ucieczkę w ukryciu pomiędzy trumnami amerykańskich żołnierzy. W razie wpadki byłby to propagandowy pogrzeb PSL. Nie chciał też zbiec przez Czechosłowację, uznał, że przekraczanie dwóch granic to nadmierne ryzyko. Wybrano „podróż” statkiem Baltavia. 20 października 1947 r. dotarł na wybrzeże ukryty w amerykańskiej ciężarówce. Udało się go przemycić mimo dziewięciu kontroli po drodze. Na statek dostał się, idąc razem z jednym z marynarzy. Przechodząc obok polskiego strażnika, rozmawiali po angielsku. Kapitan umieścił go w kajucie dla chorych. Resztę życia spędził w Stanach Zjednoczonych Za drutem kolczastym Po wojnie zaczęło się grodzenie Polski. O Polsce Ludowej mówiono, że to najweselszy barak w obozie państw demokracji ludowej. Słowo „obóz” można tu rozumieć w najbardziej restrykcyjnym znaczeniu. To łagier otoczony zasiekami, w którym trudno poruszać się nawet pomiędzy budami. W 1952 r. Polskę zaciskał już drut kolczasty, ciągnący się dwa tysiące kilometrów wzdłuż lądowych granic. Oprócz niego – pas zagrabionej ziemi, na której łatwo było zauważyć ślady uciekinierów. Do tego 1300 wież strażniczych i 30 tys. żołnierzy Wojska Ochrony Pogranicza. Profesor Dariusz Stola w wydanej w tym roku książce „Kraj bez wyjścia? Migracje z Polski 1949-1989” napisał: „Każdy uciekinier był ścigany bez względu na koszty. W czerwcu 1953 r. w pościg za zbiegiem przy granicy z NRD włączono 646 żołnierzy, pięć psów i 16 samochodów. Kilka miesięcy później dwie osoby, które na pontonie własnej roboty próbowały przepłynąć na Bornhlom, ścigało 116 żołnierzy WOP, osiem samolotów (w tym pięć radzieckich), 16 kutrów, portowa łódź pilotowa, cztery samochody i dwa psy”. Na przełomie lat 40. i 50. rocznie legalnie za granicę wyjeżdżało zaledwie około 12 tys. osób. Głównie w delegacje służbowe do krajów tak zwanej demokracji ludowej. Prywatnie na Zachód udawało się tylko kilkudziesięciu, czasami kilkuset Polaków! Najważniejszym dokumentem podczas podróży – podobnie jak dziś – był paszport. Ale – inaczej niż obecnie – Polacy nie trzymali go w domu. Należało złożyć podanie i czekać na wydanie dokumentu. A po powrocie niezwłocznie oddać w biurze paszportowym. Ustawowo wymieniono, w jakich przypadkach można odmówić wydania paszportu: gdy przeciwko osobie ubiegającej się o paszport toczy się postępowanie karne, gdy ktoś naruszył przepisy dotyczące spraw paszportowych, gdy ktoś naraził na szkodę dobre imię Polski. Ale znalazły się też dwa bardzo ogólne zastrzeżenia: gdy przeciw wydaniu paszportu przemawiają ważne względy państwowe albo społeczne. Wybrali wolność A może jednak to nie człowiek opozycji, ale komunistycznej władzy zasłużył na miano najsłynniejszego uciekiniera? Pod koniec 1953 r. do Berlina Wschodniego w delegację służbową do Stasi wyjechali dwaj wysocy rangą funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – Anatol Fejgin i Józef Światło. Spotkali się z Heinrichem Mielkem, sekretarzem stanu ministerstwa bezpieczeństwa NRD. Rozmawiali o „uciszeniu” – jak to nazwał Światło – Wandy Brońskiej. To znana komunistka, towarzyszka Lenina, ale też więźniarka Kołymy, która przedostała się do zachodniego Berlina i występowała w nadającym z zachodnich Niemiec Radiu Wolna Europa. Znalazła się więc w coraz liczniejszym gronie Polaków, którzy „wybrali wolność”, jak o nich mówiła polska ulica. Spacerując po Berlinie, nagle znaleźli się w jego zachodniej części – wówczas jeszcze stosunkowo łatwo było przekroczyć granicę. Mur berliński wyrósł dopiero w 1961 r. Kiedy zobaczyli bogato zaopatrzone sklepy, postanowili, że odwiedzą je również następnego dnia, po wymianie marek ze wschodnich na zachodnie. Tego dnia, 5 grudnia 1953 r., Józef Światło na chwilę oddzielił się od Anatola Fejgina. Do kantoru wchodzili osobno. Światło zniknął za drzwiami… i na długo ślad po nim zaginął. Taką wersję wydarzeń przedstawiał potem Światło. Być może fantazjował podobnie jak Mikołajczyk. Bo według Anatola Fejgina nie było żadnych dwóch spacerów do zachodniego Berlina. Znaleźli się tam przypadkowo tylko raz. Gdy Fejgin zamierzał wymienić pieniądze, aby kupić bilety na metro, wówczas Światło czmychnął. Początkowo w Polsce nikt nie sądził, że Światło uciekł. Komunistyczne władze podejrzewały, że porwał go zachodni wywiad. Bomba wybuchła, gdy Światło – podobnie jak Wanda Brońska – zasiadł przed mikrofonami Radia Wolna Europa. Jego relacje o torturach bezpieki i nadużyciach władzy wstrząsnęły Polską. Na te wystąpienia wyraził zgodę amerykański wywiad, do którego Światło zgłosił się od razu po swojej ucieczce. Być może jednak amerykańskim agentem był już od dłuższego czasu. Ale równie prawdopodobne wydaje się, że uciekł na wieść o aresztowaniu w Moskwie szefa NKWD Ławrientija Berii. Światło mógł przewidywać, że w Polsce podobnie jak w Związku Radzieckim rozpoczną się rozliczenia z aparatem bezpieczeństwa. I tak rzeczywiście się stało – Anatol Fejgin po 1956 r. trafił do więzienia. A Józef Światło żył wolny w USA do swojej śmierci 1994 r. Migiem do Szwecji Pomiędzy tymi dwiema ucieczkami słynnych postaci – Mikołajczyka i Światły – wydarzyły się mniej znane, ale nawet bardziej niesamowite. W 1951 r. jeden człowiek – Henryk Barańczak – uciekając na Zachód, porwał… statek hydrograficzny. I to wraz z załogą. Jednych przekonał, innych zastraszył bronią. Płynęli z Kołobrzegu do Gdyni. Ale za sprawą pochodzącego ze Środy Wielkopolskiej marynarza Barańczaka trafili do szwedzkiego portu Ystad. Część załogi – i oczywiście sam Henryk Barańczak – poprosiła o azyl polityczny. Wyjechali potem do Stanów Zjednoczonych i Kanady. Ale dowódcy – oficerowie i podoficerowie – postanowili wracać do Polski. Wybrali okropny los. W kraju nikt ich nie nagrodził za decyzję o powrocie. Poddano ich strasznym śledztwom. Oskarżono o brak odwagi, o niepodjęcie walki z buntownikami. Kapitanowi zarzucono, że nie zatopił statku, co by uratowało honor marynarki. Zapadły wyroki od 4 do 15 lat więzienia. Maltretowano też rodziny uciekinierów. Ojciec inicjatora przesiedział cztery lata w obozie pracy. Dwa lata później, w 1953 roku, wydarzyła się szczególnie ważna z punktu widzenia Zachodu ucieczka z PRL. Porucznik Franciszek Jarecki uciekł migiem również do Szwecji. Lot do wolności zajął mu siedem minut. Franciszek Jarecki ukończył szkołę lotniczą, ukrywając, że jego ojciec przed wojną był żołnierzem. Obawiał się, że niewygodna prawda wyjdzie na jaw, a to pewnie oznaczałoby koniec jego wojskowej kariery. Kochał lotnictwo. Zrobił kurs szybowcowy, podrabiając zgodę matki. Ale czuł duszną atmosferę osaczenia. Wszyscy żyli pod presją kontrwywiadu. Latali przecież na najnowocześniejszym sprzęcie, podlegali więc szczególnej kontroli. Wielu kolegów było informatorami kontrwywiadu. Do współpracy nakłoniono też samego Jareckiego. Rano 5 marca 1953 r. porucznik Jarecki wystartował samolotem MIG-15 bis w parze z podporucznikiem Józefem Caputą. W pewnej chwili jednak zniknął. Dla nabrania większej prędkości zrzucił zbiorniki z paliwem. Wylądował na Bornholmie. Wcześniej zakpił przez radio, że „leci przywieźć lekarstwo dla ojczulka Stalina”. Los tymczasem spłatał niezwykłego figla. Kilkanaście godzin później tego właśnie dnia wieczorem zmarł Józef Stalin. Wcześniej jednak nie podawano żadnych komunikatów o jego złym stanie zdrowia, które mógłby poznać Jarecki. Amerykanie docenili prezent, jako zrobił im porucznik Jarecki. Dokładnie zbadali miga i wypłacili Jareckiemu 50 tys. dolarów nagrody. Już wcześniej ogłoszono, że otrzyma ją każdy, kto dostarczy dokładne plany maszyny. Szczególnie interesował ich systemem celowniczy. Radar myśliwca po namierzeniu samolotu przeciwnika zaczynał tak prowadzić miga, aby ten wciąż celował we wroga. Generał Władysław Anders odznaczył porucznika Franciszka Jareckiego Krzyżem Zasługi z Mieczami. Potem pilot wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Spotkał się z prezydentem Dwightem Eisenhowerem. W USA ukończył studia i zrobił karierę w biznesie. Jednak losy jego bliskich, którzy pozostali w Polsce, nie miały nic wspólnego z happy endem. Matkę okrutnie torturowano. Doznała urazu czaszki. Współlokatora z koszar, pilota chorążego Jana Rudnickiego, skazano na 12 lat więzienia za brak czujności. Kryptonim Frania W ówczesnej Polsce nigdy nie powstał podziemny przemysł przemytu ludzi przez granicę. Polacy sami organizowali swoje ucieczki. Z jednym wyjątkiem. Po wojnie antykomunistyczne podziemie, organizacja Wolność i Niezawisłość, stworzyło kilka kanałów przerzutowych przez zieloną granicę. Kierowano nimi i kurierów, i uciekinierów. Jeden z nich w Cedyni nazywano Schultz. Główną rolę odgrywał tu rybak Herman Korbe, który wypływał na niemieckie wody Odry, a do polskiego brzegu zbliżał się, gdy usłyszał umówiony sygnał: rzucone do wody kolejno trzy kamienie – przynajmniej na siedemdziesiąt metrów od brzegu, aby marynarz wychwycił uchem ich plusk. Kamienie zalecano owinąć szmatą przymocowaną do kija, to pozwalało miotać je jak najdalej. Rybak, gdy dostrzegał kogoś podejrzanego w okolicy, głośno kaszlał. Przerzucane osoby – najwyżej dwie naraz – kładły się na dnie łodzi. Dalej jechały na rowerach razem z robotnikami zmierzającymi do pracy. Dlatego ubrane były tak jak rano pracownicy – dbano o wszelkie szczegóły. W beczkach z karbidem Pomiędzy 1949 a 1968 rokiem MSW doliczyło się 30 448 zbiegów. „Dzięki” ekipie Gomułki, która przejęła władzę po 1956 r., pojawiła się nowa, mniej spektakularna metoda ucieczki. Ponieważ częściej wydawano paszporty na wyjazdy prywatne, Polacy po prostu przestali z nich wracać do kraju. W 1957 r. z wycieczek Orbisu oddalił się niemal co piąty turysta. Ludzie wciąż jednak uciekali przez tzw. zieloną granicę. Nie każdy przecież dostawał paszport albo miał pieniądze, aby opłacić kosztowną legalną wycieczką. W latach sześćdziesiątych rocznie łapano około półtora tysiąca osób, które usiłowały potajemnie przekroczyć granicę. Bywały zaskakujące sposoby. Jarosław Molenda w książce „Zwiać za wszelką cenę” opisywał: „W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w Bytomiu-Bobrku zanotowano serię ucieczek za granicę. Okoliczni mieszkańcy wykorzystywali pociągi towarowe, jadące do RFN. Ukrywali się w wagonach z beczkami karbidu”. Chodziło o to, aby nie wyczuły ich psy pograniczników. Bombowy tort Nadeszła era porwań samolotów pasażerskich. W sierpniu 1970 r. Rudolf Olma razem z narzeczoną brata zabrali ze sobą do samolotu tort, w którym ukryli trotyl. Zaraz po starcie zażądali zmiany trasy. Chcieli lądować w Wiedniu. Trotyl niestety eksplodował, raniąc 28 osób. Pilotom udało się sprowadzić maszynę na ziemię. Rudolfa Olmę skazano na 25 lat więzienia. Rok później, we wrześniu 1971 r., Eugeniusz Pieniążek uciekł skonstruowanym przez siebie samolotem Kukułka. Budowę zaczął w… swoim mieszkaniu w bloku. Liną z pierwszego piętra spuszczał przez okno wykonane elementy. Zapał domorosłego konstruktora wynikał z faktu, że odmówiono mu wydania paszportu. Kukułkę oficjalnie zaliczono do amatorskich konstrukcji, a nieoficjalnie Eugeniusz Pieniążek poleciał nią do Jugosławii. Nielegalnie przelatywał nad kolejnymi granicami, trzymając się niskiego pułapu, aby nie zauważyły go radary. Jugosławia co prawda należała do obozu państw socjalistycznych, ale dystansowała się od moskiewskiej kurateli. Po kilku miesiącach spędzonych w areszcie Eugeniusz Pieniążek wyjechał do Szwecji. Kierunek Tempelhof Na początku lat 80. wybuchła plotka, że samolotem Lotu zbiegł za granicę Maciej Szczepański. To słynny prezes telewizji, któremu właśnie zarzucono nepotyzm i pozbawiono stanowiska. W plotce tylko jedno było prawdą – rzeczywiście znowu uprowadzono polski samolot. 4 grudnia 1980 r. rano wystartowała z lotniska Babimost w Zielonej Górze maszyna Lotu. Celem była Warszawa. Blisko ogona siedział Andrzej Perka. Po trzech minutach poszedł za stewardem do kabiny pilotów. Wyciągnął granat i zażądał lotu na Tempelhof. To lotnisko w Berlinie Zachodnim stało się popularnym celem porywaczy. Było stosunkowo blisko i zarządzali nim Amerykanie, którzy liberalnie traktowali podniebnych piratów. Hojnie przyznawali azyle polityczne, z których zwykle korzystali nie tylko porywacze, ale również część pasażerów. Żartobliwie Lot przezwano „Landing on Tempelhof”. Samoloty porywali nawet ich piloci. Najbardziej znany to Czesław Kudłek. 12 lutego 1982 r. uprowadził AN-24, którego był kapitanem. I to mimo obecności na pokładzie milicjantów w cywilu. Ci od dłuższego czasu pilnowali samoloty Lotu. Kudłek leciał z Warszawy do Wrocławia. Wśród pasażerów znajdowała się jego rodzina, żona i dwoje dzieci. Polskiej kontroli lotu Kudłek powiedział, że na pokładzie znajduje się porywacz, nie wspominając, że to on sam. Nad NRD samolot próbowały przechwycić wschodnioniemieckie i rosyjskie myśliwce. Niebezpiecznymi manewrami wymusiły na pilocie zejście do lądowania na wschodnioniemieckim lotnisku Schönefeld. Gdy sowieccy piloci zobaczyli, że polska maszyna wypuściła podwozie do lądowania, odlecieli. Wówczas Czesław Kudłek poderwał samolot i przeleciał ostatnie piętnaście kilometrów do Tempelhof. Niedługo po nim wylądowali tam następni polscy porywacze. Profesor Dariusz Stola opisywał: „Trzy miesiące po Kudłeku inny samolot uprowadziła z rejsu Wrocław – Warszawa tzw. grupa z Bielawy: siedmiu porywaczy z rodzinami. Obezwładnili milicyjną ochronę i zażądali lotu do Berlina. Z 57 pasażerów wróciło do kraju tylko 21. W listopadzie trafił na Tempelhof kolejny samolot Lotu. Kapitan maszyny nie był zdziwiony – został porwany już po raz trzeci, choć pewną nowością było to, że tym razem został uprowadzony przez milicjanta z ochrony samolotu”. Tym milicjantem był Piotr Winogrodzki, a samolot uprowadził 22 listopada 1982 r. Po wylądowaniu na Tempelhof wyskoczył z maszyny, a za nim dwóch innych polskich antyterrorystów. Zaczęli do siebie strzelać. Sytuację uspokoiła dopiero interwencja amerykańskich żołnierzy. Maciej Zembaty napisał piosenkę o porwaniu: „Za chwilę trzeba zrobić to Koszula mokra, ręce drżą Tempelhof Naciskam guzik, stało się Już stewardesa do mnie mknie Tempelhof – Mam tutaj granat. Widzisz, nie? Więc każ im lecieć tam, gdzie chcę!” Bilet na Księżyc Groza i groteska - te dwa słowa najlepiej opisują ucieczkę Jacka Telusa, muzyka punkrockowej kapeli Poerox. Wspominał w „Newsweeku”, jak urwał się z wczasów w Bułgarii. Jego narzeczona miała niemiecki paszport. Postanowił posłużyć się nim, lecąc do zachodnich Niemiec. Żyletką wyciął zdjęcie dziewczyny i w jego miejsce umieścił swoje. Na głowie nosił pokaźną grzywę włosów, więc od biedy przypominał kobietę. „Zdjęcie w niemieckim paszporcie miało na brzegach karbowane paski i odpowiednie dziurki – wspominał. – Te paski odcisnąłem korkiem od kawy Nescafé, dziurki – szpilką. Pieczątkę odbiłem dziesięciofenigową monetą”. Zlany potem ze strachu stanął do odprawy. Zachodnioniemiecki pogranicznik po dokładnym przyjrzeniu się paszportowi bez słowa przepuścił go do wymarzonego świata za żelazną kurtyną. Jedni artyści – jak Marek Hłasko, Andrzej Panufnik, Roman Polański – po swoim gwałtownym rozstaniu z PRL stawali się celami komunistycznej propagandy. Inni, już po 1989 r., opowiadali o ucieczkach językiem sztuki. Pierwszy znany film na ten temat to „300 mil do nieba” w reżyserii Macieja Dejczera, oparty na prawdziwej historii dwóch nastoletnich braci, którzy uciekli do Szwecji pod podłogą tira. „Bilet na Księżyc” Jacka Bromskiego to też historia ucieczki od wojska i od PRL do wolności na Zachodzie. Filmem o psychicznym dramacie ucieczki jest też nagrodzona Oscarem „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego. Olga Tokarczyk kiedyś stwierdziła: „Najdotkliwsze w komunizmie było zamknięcie”. Być może z pewną przesadą, ale przecież w zgodzie z odczuciami tych wszystkich, którzy uciekli z PRL.
ucieczka z więzienia dwóch braci 2