Po lewej zaś stronie umieszczone jest okno z biurkiem w kształcie prostokąta. Wykonane jest z gorzkiej, ciemnej czekolady. Na środku podłogi leży dywan z borówkowej, niebieskiej czekolady. Dywan ten ma kształt koła. Pokój ten bardzo mi się podoba, ponieważ unosi się w nim śliczny, owocowy zapach z nutą kakao. Bezuchwytowe meble z gładkimi frontami, niewielka ilość kolorów i minimalna ilość dodatków i dekoracji to z pewnością dobry pomysł do pokoju nastolatki. Jednocześnie jednak warto takie wnętrze ożywić kolorami. Biel, czerń i czerwień to doskonały pomysł na pokój dla dziewczyny 14 lat, ale także 16 czy 18. Aranżacje wnętrz - Pokój dziecka: Apartament w barwach ciemnej czekolady - Średni biały pokój dziecka dla nastolatka dla chłopca dla dziewczynki, styl nowoczesny - TK Architekci. Przeglądaj, dodawaj i zapisuj najlepsze zdjęcia, pomysły i inspiracje designerskie. W bazie mamy już prawie milion fotografii! Dịch Vụ Hỗ Trợ Vay Tiền Nhanh 1s. Kolejny trip - Wilno. W dniach 11-14 maja 2012 wybraliśmy się na przedłużony weekend do Wilna. Pomysł wpadł nam do głowy w lutym, kiedy znalazłam groupon na 3 dniowy pobyt ze śniadaniami w hotelu Corner ( Cena była kusząca - 299 zł! Jak to mówią, grzech nie skorzystać! :) Pozostało nam znaleźć bilety. I tu polecam gorąco przejazdy z Simple Express ( Udało nam się znaleźć bilety na maj w cenie 24 zł za osobę w dwie strony!!! Skąd taka dobra cena? Otóż linie Simple Express mają promocję, która polega na tym, że pięć pierwszych biletów kupionych przez internet kosztuje tylko 12 zł – ta zasada obowiązuje na każdy przejazd bez przesiadek. Naprawdę warto planować wyjazd z wyprzedzeniem i pojechać za bezcen :) Komfort przejazdu gwarantowany, w każdym zagłówki wmontowany tablet z muzyką, filmami, internetem, grami. Do tego bezpłatne WiFi na całej trasie. Do tej pory podróżowałam z nimi wiele razy - uwielbiam Simple Express! :)) Ale wracając do samej wycieczki. Ruszyliśmy z Warszawy o 9:10 z Dworca Centralnego. Podróż do Wilna zajęła niecałe 8 godzin, na miejscu byliśmy o 18:00 czasu lokalnego (zmiana czasu na +1 godzinę). Bez problemu znaleźliśmy hotel, który znajduje się jakieś 15 min spacerem od Starego Miasta. Hotel Corner jak najbardziej jest godny polecenia. Recepcja hotelowa jest czynna 24h/dobę, jeśli będziecie mieli szczęście to może nawet zostaniecie obsłużeni w języku polskim :) Dostaliśmy czysty, przestronny pokój z ładną łazienką. W pokoju był dostęp do WiFi, czysta pościel i ręczniki. Dodatkowo w pokoju czekała na nas butelka szampana i 2 tabliczki czekolady Milka :) Moją dobrą opinię o tym hotelu podzielają inni goście hotelowi, co możecie sami sprawdzić na gdzie hotel otrzymał notę 8,5 - bardzo dobry. Nasz pokój możecie zobaczyć poniżej: Zanim się zameldowaliśmy, rozpakowaliśmy minęło trochę czasu i zrobiło się późno. Byliśmy głodni, a do śniadania hotelowego było jeszcze wiele godzin. Poszliśmy na spacer w stronę Starego Miasta. Trafiliśmy na włoską restaurację, a że kochamy włoską kuchnię to nie zastanawialiśmy się nawet chwili. Restauracja Basilico ( od progu przywitała nas przepięknym zapachem pizzy! Usiedliśmy przy kameralnym stoliku, zamówiliśmy dwie porcje spaghetti bolognese i margaritę. Drinki podali od razu, więc wznieśliśmy toast za udany pobyt :) Jedzenie było przepyszne! Ręcznie robiony makaron, cudowny i aromatyczny sos! Tak nam się spodobało, że wróciliśmy jeszcze na pizzę ostatniego dnia naszego pobytu :) Jeśli będziecie kiedyś w Wilnie, to warto odwiedzić tą restaurację, ceny przyzwoite (porcja pysznego spaghetti kosztuje ok. 22 zł), a smak dań rewelacyjny! :) Przez cały pobyt pogoda nas nie rozpieszczała - było zimno i prawie ciągle padał deszcz. Nie pojechaliśmy tam jednak, żeby siedzieć w hotelu, także mimo niesprzyjających warunków spacerowaliśmy ile się dało! :) W Wilnie warto odwiedzić Wieżę Giedymina na której szczycie znajduje się taras widokowy. Widok na panoramę miasta jest niesamowity! Według przewodników jest to najczęściej odwiedzane miejsce w Wilnie. W wieży czynne jest Muzeum Zamku Górnego. Ekspozycja muzeum obejmuje zabytkowe sztandary krzyżackie, schemat bitwy pod Grunwaldem, popiersie Witolda. Tu się znajduje panoramiczny plan miasta z 1576 roku oraz fotokopie grafik Franciszka Smuglewicza. Na szczyt wieży prowadzą spiralne schody, a na półpiętrach można zobaczyć wyżej wymienione ekspozycje. Na północ od Starego Miasta przy ul. Wileńskiej znajduje się bardzo ładny Kościół św. Katarzyny. Niestety wtedy rozpadało się na dobre i musieliśmy na jakiś czas przerwać zwiedzanie. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ponieważ trafiliśmy na fajną kawiarnię, w której serwowali pyszne cappuccino! :) Gdy trochę się przejaśniło ruszyliśmy dalej. Na naszej drodze stanął pomnik Wawrzyńca Gucewicza, polskiego architekta, który wykładał na Uniwersytecie Wileńskim. Niedaleko pomnika znajduje się Uniwersytet Wileński, założony w XVI wieku przez króla Polski Stefana Batorego - taka ciekawostka :) Kolejnym przystankiem była Bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Władysława do której weszliśmy. W bazylice pochowani zostali wielcy książęta litewscy i polscy. Wnętrze robi wrażenie. Mimo uśmiechów, przemarzliśmy chyba do szpiku kości. Szybkie jedzenie i powrót do hotelu na długą, gorącą kąpiel! W niedzielę wyszło słońce. Wybraliśmy się na spacer na Stare Miasto. Jak zobaczycie na poniższych zdjęciach humory od razu mieliśmy lepsze :) Doszliśmy na Starówkę, która jest naprawdę piękna! Znajduje się tam też dom Adama Mickiewicza: Na koniec naszej podróży postanowiliśmy odwiedzić jeszcze Wieżę Telewizyjną z której po raz kolejny mieliśmy okazję podziwiać panoramę Wilna! Wieża Telewizyjna jest największym budynkiem na Litwie. Wybudowana na wzór wieży moskiewskiej i berlińskiej z biegiem czasu stała się jednym z symboli współczesnej stolicy Litwy. Na ostatnim piętrze wieży znajduje się restauracja z obrotowym tarasem. Można usiąść przy stoliku, a kręcąca się podłoga pozwoli oglądać panoramę miasta z każdej strony. Wjazd na górę kosztuje 21 lt dla dorosłych, 9 lt dla uczniów i studentów, 5 lt dla dzieci (cena na dzień Naprawdę warto odwiedzić to miejsce i napić się drinka! :) No i żegnamy Wilno! Pora wracać do Polski... Gdy usłyszeliśmy tę piosenkę, dosłownie oniemieliśmy. "Witajcie na Litwie, w kraju pięknych kobiet" - słychać było słowa szlagieru granego przez orkiestrę folkową. Była północ, a my bawiliśmy się na imprezie plażowej w Palandze, miejscowości uchodzącej za letnią stolicę Litwy (całoroczną stolicą tego kraju jest Wilno). Zabawa odbywała się w pierwszy dzień letniego sezonu. Była godzina jedenasta wieczorem, a system nagłaśniający pompował ten prowizoryczny hymn narodowy. Towarzyszył mu zapierający dech w piersiach pokaz fajerwerków. W kierunku plaży płynął strumień jakichś 10 tysięcy Litwinów świętujących nadejście lata strzelaniem korków od szampana. Wszyscy znali słowa piosenki. "Podobno jesteśmy depresyjni, ale tak naprawdę to nawet nie jesteśmy melancholijni. Imprezowa jest nasza litewska rodzinka, a ty stawiasz pierwszego drinka" - śpiewali. To ekscytujący opis, okazało się jednak, że dość uczciwie oddawał bałtyckiego ducha. Palanga jest obrazem nowej Litwy: odrodzonej, wyzwolonej i młodzieńczej (a jeśli chodzi o warunki do podróży, to dość tajemniczej). Po prostu musisz podziwiać Litwinów. Ta nacja lubi robić wszystko po swojemu. Jako pierwsza wyzwoliła się w 1990 roku spod sowieckiej dominacji. Wszyscy Litwini szaleją na punkcie koszykówki, ten sport nazywany jest ich "drugą religią". Mają też wiele fantastycznych tradycji przypominających nieco zwyczaje Borata Sagadijewa, kazachskiego reportera znanego z filmu pt. "Borat", na przykład wkładają siano pod obrus wigilijnego stołu. Jedzą mięso z kruka. W 2004 roku Litwa została członkiem Unii Europejskiej i zapisała się w historii nieokiełznanymi występami na konkursach Eurowizji ( pamiętnym hitem "Jesteśmy zwycięzcami", który w 2006 roku zajął szóste miejsce). Palanga jest letnią perłą w litewskiej koronie. To słodkie, małe miasto liczące 17 tys. mieszkańców w zimie dosłownie zamiera. Jednak między końcem maja a końcem sierpnia zmienia się ono w najpopularniejszy nadmorski kurort tego kraju. Litwa zamierza nadrobić zaległości na turystycznym szlaku, jakie państwo to ma w stosunku do Łotwy oraz Estonii. Republika chętnie promuje się jako "Bursztynowe Wybrzeże" (ten kamień jest tu niezwykle powszechny, nazywa się go nawet litewskim złotem). Litwa jest wciśnięta między rosyjski Obwód Kaliningradzki (położony na północ od Polski), Łotwę, Estonię, a na jej wschodniej flance leży Białoruś. Większość odwiedzających Litwę turystów pochodzi właśnie z tych krajów. Litwini mają jednak nadzieję, że to się zmieni dzięki otwarciu nowego bezpośredniego połączenia lotniczego między Palangą a londyńskim Stansed. Byliśmy jedynymi cudzoziemcami lecącymi samolotem inaugurującym otwarcie tej linii (kolejny powód zwiększenia liczby połączeń między Wielką Brytanią a Litwą: na Wyspach mieszka 100 tys. Litwinów). W samej Palandze było sporo Litwinów i Rosjan. Brakowało zaś turystów z zagranicy, choć kurort ten właśnie na nich czeka i jest gotowy na ich przyjęcie. Palanga to miasto w kolorze czekolady, z szerokimi alejami i domkami przypominającymi skandynawskie dacze (jeśli pominąć potworki w sowieckim stylu rozrzucone po tym mieście). Goście mają wrażenie, że są odcięci od reszty świata, w mieście panuje atmosfera niewinności. Gdy tam byliśmy, grupa podstarzałych tancerzy ubranych w tradycyjne stroje tańczyła na głównej ulicy miasta. Nie mieliśmy wrażenia, że pokaz ten był zorganizowany dla turystów, wyglądało na to, że Litwini tańczyli, ponieważ mieli na to ochotę. Nawet w środku nocy plaża była pełna, spacerowali po niej ludzie z niemowlakami i z małymi dziećmi. W Palandze jest też strefa imprezowa - przy głównej ulicy Basanaviciaus stoi ponad tuzin nocnych klubów otwartych do szóstej rano. Ludzie przychodzą tam, by się powłóczyć, pobawić, zjeść wafle posypane czekoladą. Ta promenada dzieli miejscową społeczność: łączy w sobie ciemne strony brytyjskich kurortów Blackpool czy Brighton z sowieckimi elementami w stylu retro. Jest głośna i mało subtelna. Uwielbialiśmy ją. Niski kurs funta w stosunku do euro sprawia, że pobyt w śródziemnomorskich kurortach zrujnowałby wielu Brytyjczyków, ale na Litwie ceny pozostają niezwykle niskie. Podawane w restauracjach porcje są obfite, ceny potraw zaczynają się od pięciu zł, tyle samo kosztuje pół litra piwa. Mnóstwo tu ukraińskich, ormiańskich oraz rosyjskich knajpek. Jeśli lubisz grilowane mięso i śledzie, powinno ci smakować. Nie znaleźliśmy potraw z kruka (podobno poluje się na nie tylko na prowincji), ale zjedliśmy stek z łosia. Plaża była najlepszym miejscem w calej Palandze. To 18 km czystego, białego piasku i krystalicznej wody. Tyle że nad Bałtykiem woda jest lodowata. Litwinom to nie przeszkadzało w kąpieli, a Bałtyk podobno w lecie robi się cieplejszy. To morze ma najmniejsze zasolenie spośród światowych mórz - dlatego jest bardziej przejrzyste i trochę trudniej w nim pływać. Wzdłuż wybrzeża rozciąga się labirynt wydm, można się w nich znakomicie ukryć przed morską bryzą. Mój sokolooki mąż dostrzegł w tym zakątku podstarzałych naturystów. Panuje moda na jazdę na rowerze, a wśród wydm ciągnie się wspaniała ścieżka rowerowa. Wypożyczyliśmy rowery (za 10 zł za godzinę) i pedałowaliśmy wśród sosnowego lasu. Postanowiliśmy obejrzeć nowe hotele budowane tuż przy morzu. Nasz pensjonat, Mama Rosa, znajdował się pięć minut od plaży i pięć minut od ulicy Basanaviciaus. Hotelik usiłował być ekskluzywny i kochaliśmy go za to. Nasze pokoje były przestronne, czyste i przytulne, a personel czarujący. Niestety nie można ukryć, że z balkonu widzieliśmy ohydną sowiecką wieżę. Ale w sumie widok ten wzbudzał sympatię i był wspaniały ze względu na to, że był nieunikniony. Palanga ma w sobie coś takiego, że nie zwracasz uwagi na takie sprawy. Zakładasz różowe okulary i robisz swoje. Poszliśmy na krótką wycieczkę do Muzeum Bursztynu - jedynej turystycznej atrakcji tego miasta, oczywiście poza morzem. Muzeum leży na terenie miejskiego ogrodu botanicznego i jest kolejnym świetnym miejscem na leniwą wycieczkę rowerową. Podziwialiśmy wspaniałą kolekcję prehistorycznych owadów zatopionych w miodowym złocie. W muzealnym sklepie można nawet kupić dziwaczną kamizelkę z bursztynu. To typowe dla Litwy: wszystko wydaje się być normalne, ale nagle pojawia się jakiś dziwaczny szczegół. Bursztyn może być świetnym prezentem dla pięknych pań. W Palandze takich kobiet było pełno: rozmarzone, długonogie blondynki przechadzały się po molo podczas zachodu słońca. Warto wspomnieć, że wiele czołowych modelek pochodzi z Litwy. Pod koniec naszego trzydniowego pobytu znaliśmy na pamięć niesławną piosenkę (później poszukaliśmy jej w portalu You Tube i odkryliśmy, że ma świetny teledysk w stylu Monthy Pythona). "Fakt, że nasze dziewczyny mają sporo witaminy \ ale nie lubimy dzielić się \ seksturyści strzeżcie się". Piękna plaża, wyluzowani ludzie, tanie jedzenie i poczucie humoru - czego można jeszcze chcieć? Gdy wyjeżdżaliśmy, dostaliśmy świetną radę: sezon kończy się w ostatnią niedzielę sierpnia. Organizowana tego dnia impreza ma być większa, niż ta, otwierająca sezon. Tylko nie podrywajcie pięknych pań!

pokój z czekolady na litwie